U SIVUCHY

Sivka - rocznik 1973. Wzrost 172 i pół.
Matka, żona, człowiek.
Wegetarianka. Przekorna indywidualista. Stara buntownica.
sTworzyciel włóczkoSweTworów. I kolaży.
Lubi zadupia i nietypowe miejscówki. Chadza swoim drogami, ciuchowo tym bardziej ;)
Mieszkanka Jury.

Kontakt e-mail: Sylwia2008s@wp.pl

Wyświetlono

Zapraszam

Zapraszam
sivkasivucha instagram

Translate

środa, 29 stycznia 2014

Występ gościnny, że HEJ

 Gościnnie występuję ja :) :) :) W sukience, którą zrobiłam dla Moniki. BARDZO to nieskromne z mojej strony, ale TAK ZADOWOLONA jestem  z tego, jak mi wyszła, że HEJ!!! Włożyłam w pracę nad nią całe serce i 200% normy!  

 Monika podeszła do tematu w sposób zaskakujący. Znalazła moją robociznę w necie, napisała, przypominając, że kiedyś się poznałyśmy. Chciała coś mojego. Coś konkretnego, sukienkę! Przedstawiłam jej zasady, na których działam, a ona je wszystkie zaakceptowała! Poddała się w 100% mojej inwencji twórczej. Zaufała mi na odległość (nie mieszka w PL). Nie chciała widzieć wcześniej rysunku-projektu, a potem zdjęcia sukienki! Znała tylo kolor. Twardzielka! Szalona! Jak ja kocham takich szaleńców! Sukienka czekała miesiąc na odbiór! Wczoraj nadszedł TEN dzień! Monika do mnie po nią przyjechała! Miałam tremę (i pocieszałam się, że w najgorszym wypadku sama będę w niej występować). Reakcja przeszła moje oczekiwania :D Jestem przepełniona RADOŚCIĄ i wyższym stopniem SATYSFAKCJI, które oderwały mnie na moment od smutków i zamartwień.   
    
 A gdyby tak dodać kremowy toczek z woalką, bukiet kremowych róż i buty zamienić na kremowe pantofelki, to robi się ślubno-weselna kreacja. Oczywiście tylko dla odważnie oryginalnych Pań Młodych :) :) :) 
  
 I jeszcze jeden gość specjalny. Nie wiem skąd się wziął (taki mały, a miał siłę dolecieć na III-cie piętro). Jego uparty spacer po moim ulubionym kubku do kawy/herbaty był hipnotyzujący. Swoją drogą (lotem), pytanie do znawców lub obdarzonych wyobraźnią: jak wysoko wzlatują owady???  

No to HEJDo posłuchania :D

niedziela, 26 stycznia 2014

Termoczołgistka

 Mam farta. Zdążyłam przed mrozem zaopatrzyć się w niezbędny dla szafiarki termociuch (bluza z Decathlonu). Mogę śmiało rozdziewać się na zimnicy do sesyji fotopodobnych :D Czapka czołgistki to gift od klienta, mąż przywiózł dwie: dla mię i dla się (bo co dwie czapki, to nie jedna).
 Atmosferę rozgrzewa mi "Pirat stepowy" Stanisława Łubieńskiego, o ukraińskim anarchiście z czasów rewolucji. To co teraz się wydarza za naszą wschodnią granicą też rozgrzewa. Ze złości i współczucia! Śledzę wieści stamtąd i czekam na ocieplenie stosunków ukraińsko-ukraińskich...
 Malinę na mrozy polecają, żeby zarzucić. Mówiłam, że nabędę, to nabyłam. Rzadko rzucam słowa na wiatr. "Czekając na Malinę" Małgorzaty Południak, pora wprowadzić trochę poezji... A z muzyki Poszła Czołgiem (no bo czym w zaistniałej sytuacji) k l i k .
  
czapka - OrlenOil
kominek - hand made szydełkiem by Sivka
termobluza - Decathlon
sweter - hand made na drutach by Sivka
spodnie - Vero Moda outlet
buty -ccc
plener - początek Pustyni Błędowskiej

wtorek, 21 stycznia 2014

Miedza. O prowincji.

 P r o w i n c j a - brzmi egzotycznie. Trochę jak  h a c j e n d a. Trochę jak p r o h i b i c j a. Pachnie winem (albo winą). Przy odrobinie dobrej woli i wyobraźni (lub butelce wina) można w niej zobaczyć  P r o w a n s j ę. Lub odwrotnie :D

  Autora "M i e d z y" zobaczyłam w TVP KULTURA, kiedy przy stole tłumaczył się krytykom ze swojej książki. Na koniec usłyszałam, że pochodzi stąd tu gdzieś, gdzie ja teraz. Ziomal. Brać go, se myślę. W sensie: książkę kupić, przeczytać i dać znać na blogu. Swoich chwalić, bo cudze już znane.
 Proza do czytania na głos, ma coś z poezji. Rytm, krótko-długie zdania, transowe. I temat. Ja znam te zapachy, znam te mgły, ten mrok, takich staruchów, te wsie. Chyba wiem, co autor miał na myśli. A jak nie wiem, to sobie domyślę... Konkretniejsza recenzja t u t a j.

 Zieloną spódnicę zrobiłam na szydełku. Powstała z tęsknoty za tym narzędziem. :)

 czapka z kutasem - też hand made by Sivka, na drutach
płaszcz - AgaLos
ramoneska - Medicine 
podkoszulek - H&M
buty - Dr. Martens 
  

piątek, 17 stycznia 2014

Szaron

 Przypomniało mi się. Anegdota z życia wzięta. Na dodatek mojego. Czas: lat temu dawno. Miejsce wydarzenia: miasto O. Jedna z knajp, po których się włóczyliśmy ze znajomymi. Siedzę przy stoliku (młodsza, ładniejsza, w typie punk), piję piwo. Podchodzi facet. Swoje już wypił, bredzi. Pyta: Przepraszam, czy pani jest Sharon Stone? Ja(kurde, bez zastanowienia):Nie, ja jestem Szaron stąd! :)))

A foto z Polaroidu, rok 1999:
 Ostatnio byłam na moim starym osiedlu w mieście O. w którym nie mieszkam już 21 lat. Spędziłam tam okres między trzecim a ostatnim nastoletnim rokiem życia. Niedaleko mi z miejscowości, w której teraz mieszkam, ale nie bywam. Teraz zdarzyła się okazja, niejako służbowa. Szok! Tyle zmian! Nie mogłam się odnaleźć! Przeważnie, gdy się wraca w stare miejsca, wszystko wydaje się mniejsze. A tu jakoś tak na odwrót. Bloki większe, kolorowsze! Samochodów pięć razy tyle, parkingi poszerzone! Nowy plac zabaw! Zamiast rakiety, na którą się wspinałam, statek! Patrzyłam w stare okna starych znajomych, bez wiedzy, kto tam teraz mieszka. Nie byłam pewna sąsiadów z klatki. Nie czułam się "u siebie", ale i nie obco. I od razu spotkałam koleżankę z podstawówki! Towarzyszył mi syn i to też miało wpływ na rozmiar wrażeń. Dla niego to obca kraina, dla mnie wielce znaczące zakamarki. Jednakowoż obydwoje patrzyliśmy jak na nowe, nieznane tereny, gotowi na przygodę!

Osiedlowe zdjęcia z czasów mojego dzieciństwa pochodzą stąd:
I ja, jeszcze wzorowa, z wtedy:
:)

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Lans handmajdów

 Najpierw o pierdołach. Czyli idealne tło, więc zróbmy fotę na bloga, bo pasuje do ubrania :) :) Przy okazji lansują się handmajdy własne, jak komin, który był spódnicą (hand made ja)tu i sweter (hand made ja), był tu. I biorę się za lans zupełnie specjalnych handmajdów, jakie wykonała...  
 ...Małgorzata znana z tego bloga. Po pierwsze swoją książkę "Czekając na Malinę" (u mnie na lewym pasku u góry). Po drugie handmajdy kartkowopocztowe. Historia zaczyna się ustawieniem przeze mnie w kolejce do losowania ww książki. Dla tych, którym się nie powiodło, poetka przygotowała niespodzianki... Własnoręcznie wypisała swe wiersze i rozesłała je na kartkach pocztowych, z Irlandii gdzie mieszka, do wyróżnionych uczestników! To ci dopiero sposób na docieranie do czytelnika ze swoją poezją! Nie żałuję, że nie powiodło mi się w losowaniu. Bo książkę zawsze można nabyć drogą kupna, natomiast dostać taki handmajd i to tak tradycyjną metodą - bezcenny!     
 I taka konkluzja w podsumowaniu: jakich to czasów doczekaliśmy, że w skrzynkach na listy głównie znajdujemy reklamy, faktury i rachunki, a zwykła kartka pocztowa wywołuje zaskoczenie i szeerooki uśmiech.
   

czwartek, 9 stycznia 2014

Mieszkam w wysokiej wieży

 "Stawiam świat na głowie do góry nogami, na odwrót i wspak bawię się słowami, na białym czarnym kreślę jakieś plamy, jutro będę duży, dzisiaj jestem mały..." klikWieża radości, wieża samotności.
 Tak się niektórzy podniecają Osho, że i ja pożyczyłam z biblioteki "Miłość, wolność, smotność" i spozieram, podczytuję. Nic nowego, w sumie. Ale warto sobie przypomnieć. Albo na nowo uświadomić. "Pierwszą rzeczą, z której - chcesz czy nie chcesz - powinieneś zdać sobie sprawę, jest to, że jesteś samotny. Samotność jest esencją twojej natury." - i tak dalej, nie będę przepisywała książki. 
 Nie mam z tym problemu. Jestem wychowana w samotności, dużo czasu spędziłam samotnie. Nawet wśród ludzi, zwłaszcza w dzieciństwie. Zdąrzyłam ją polubić. Nie wyobrażam sobie nie móc spędzić codziennie kilku chwil sam na sam ze sobą. Potrzeba mi tego. Walczę o to! Żeby dojść do siebie, złapać pion, nie musieć robić min i sprostywać cudzym oczekiwaniom.
 A u nas, na Czubatce, od jakiegoś czasu góruje nad okolicą nowa wieża. Ciągną ku niej okolicznicy i wycieczkujący. A nawet jeździec na koniu, prosto przez Błędowską!
 ciuchowo: 
czapka - hand made by Sivka
naszyjnik - hand made by Iza, było o nim tu 
kurtka - Medicine. O sklepie dowiedziałam się dzięki TARZE, dzięki Tara!
spódnica - Primark. O tym skąd dokładnie, było tu
buty - Deichmann 

piątek, 3 stycznia 2014

Przesada na utartych torach

 Lubię czasem poprzesadzać i podziwaczyć. Założyć dwie spódnice jednocześnie, wzor(k)owo zamieszać, przełamać, połączyć. Jak mówi przysłowie: lepiej łączyć, a nie dzielić.
 Na zakończenie starego roku, spotkałam starego (no, nie taki stary, młodszy ode mnie) kumpla. Mieszka od lat w Irlandii. Wpadamy na siebie co rok, dwa lata. Chwila pogadania i gęba mi się uśmiecha. Czas może sobie leci, ale my to zawsze my, te same waryjoty :D
 A jeszcze fajniejsze jest to, że kiedy wieczorem wrócił mój Woj-mąż z roboty, spojrzał na mnie uważniej i ale fajnie się ubrałaś, powiedział! Powinnam być zaskoczona, bo faceci przeważnie nie lubią dziwacznie ubranych kobiet. Na szczęście nie mój :D
 Tak myślę, że ludzie w ogóle tak na prawdę nie przepadają za innością (i nie mam na myśli tylko li wyłącznie ubioru). Krzywo patrzą, głupio się uśmiechają, głupio komentują. Przeważni ci, którzy sami są nudni i nijacy, typowi, ograniczeni. Nie zadaję się z takimi!

  czapka - hand made by Sivka, na drutach
komin - hand made by Sivka, na szydełku 
bluzka - stragan na Krymie
sweter - Vero Moda, outlet (kilkuletni)
spódnica w kratę - Vero Moda, outlet (kilkuletnia)
spódnica czarna - hand made by Ironia
buty - Dr.Martens
Nie chodźmy tylko utarymi torami ;)