U SIVUCHY

Sivka - rocznik 1973. Wzrost 172 i pół ;) Matka, żona, człowiek. Wegetarianka. Przekorna indywidualista. Stara buntownica. sTworzyciel włóczkoSweTworów. Większość postów na tym blogu, powinna być opatrzona klauzulą TRAKTOWAĆ Z PRZYMRÓŻENIEM OKA ;)
Kontakt e-mail: Sylwia2008s@wp.pl

czwartek, 20 lipca 2017

Frýdlant/Czechy

 Kilkanaście kilometrów za granicą z Polską, w drodze do Frydlant, północne Czechy.  

  
 Miasteczko Frydlant - oczarowało mnie i zainteresowało. Zawsze tak mam, że podróż/wycieczka w dane miejsce to dopiero początek przygody. Oczywiście wstępne rozeznanie zawsze następuje przed. Po powrocie ciąg dalszy. Łatwiej pobudzić moją ciekawość, kiedy naocznie zapoznałam się z tematem. Więc szperam, szukam, czytam, oglądam. Co, skąd, kto i jak. Stęskniłam się za Czechami ;)

 

Uliczka prowadząca na frydlancki Rynek:

 

I boczna:


Kamieniczki na Rynku:

 

Sympatyczne szczegóły:


Ratusz: 


Pomnik Albrechta z Valdštejna: 

 
    
 Zamek Frydlant - pierwotny i najważniejszy cel tej wycieczki. Zwiedzanie z przewodnikiem trwa około 2h (plus czas oczekiwania). Zorganizowane jest osobno dla grup czeskich, polskich, niemieckich. Na samym początku przewodnik ostrzegł, żeby się pilnować, nie oddalać i nie gubić, bo każdą komnatę/pomieszczenie, on będzie otwierał i zamykał na klucz (co tak w ogóle było trochę dziwne i może nawet nieco upierdliwe ale zapewne w jakiś sposób logicznie wytłumaczalne). I co? I najpierw mój syn tak się wciągnął w oglądanie eksponatów (lubi historię, po rodzicach), że się gdzieś zapodział. Jak się okazało, poszedł sobie z czeską grupą, dopiero po chwili orientując się, że niezupełnie rozumie co ludzie wokół niego mówią ;) A potem i ja się zapodziałam :D Z kilkoma innymi uczestnikami, zamarudziliśmy na małym tarasiku (wszyscy robiliśmy fotki widoczkom) i kiedy chcieliśmy iść zwiedzać dalej, za resztą, okazało się, że faktycznie możemy pocałować klamkę. Zamiast się przejąć, były heheszki. Polacy, nic się nie stało... Tyłki uratował nam... mój syn! On zauważył, że matkę wcięło i przewodnik (kiwając głową z sympatyczną dezaprobatą) po nas wrócił. Wewnątrz zamku, niestety, obowiązuje zakaz robienia zdjęć. To może i ma dobre strony, bo skupiłam się na stuprocentowym obcowaniu z artefaktami. A Wy nie będziecie zanudzani milionem zdjęć. Jedynie tysionc pińcet sto dziewińćset  ;) :) 


I wreszczie ałtfit! Wiecie - czekałam na odpowiednie tło :DDD

Frydlandzkozamkowe sgraffito: 

O, robiąc te zdjęcia, zgubiłam się:


 Jeszcze raz ałtfit, a w tle Sivkowa Pani Matka : 


Fokus na elementy biżuteryjne:



 Po polsku: