U SIVUCHY

Sivka - rocznik 1973. Wzrost 172 i pół ;) Matka, żona, człowiek. Wegetarianka. Przekorna indywidualista. Stara buntownica. sTworzyciel włóczkoSweTworów. I kolaży. Lubi zadupia i nietypowe miejscówki. Chadza swoim drogami ;)
Kontakt e-mail: Sylwia2008s@wp.pl

Wyświetlono

Zapraszam

Zapraszam
sivkasivucha instagram

Translate

wtorek, 29 lipca 2014

Atrament. Granica czerni i bieli

 Kałamarz, pióro wieczne, do którego naciągało się atrament, poplamione na granatowo paluchy, kleksy w zeszycie. To były czasy. Wróciłam do nich babrając sobie końce palców na atramentowo ;) Granica czerni i bieli do posłuchania  tutaj.  
 Ja też przechodzę granicę. Zakręcenia. Wczoraj weszłam pod prysznic... w okularach. I dłuuugo się nie zorientowałam :D

    bluzka - sh, Dunnes
spódnica - wsiowy sklep
sandały - kiermasz
kolczyki - Spirali 

sobota, 26 lipca 2014

W dobre ręce

 Czy jest ktoś chętny na zakup niżej pokazanych sTworków? Robięrobięrobię i nie nadążam z wynaszaniem, a jeszcze mi się robić chce ;) Chętnie sprzedam w dobre ręce. Torebunie. Obręcze. Śliniaki.    

Torebunie wymiar 16cm/16cm, 20 zł + koszt przesyłki:


Każda z torebeczek ma swoją obręcz, ale solo też można :)
 10 zł +koszt przesyłki:


Śliniaki 15 zł:

 Inne sTwory do zakupu TU

ZAPRASZAM


czwartek, 24 lipca 2014

Retro kwadraty i kanapka

  - Wyglądam trochę retro, nie? - Tak. - A wiesz co to znaczy retro? - Tak. Staro. Tak więc nie tylko babcinnieję, jak twierdziłam niedawno, ale nawet się starzeję :D Wyszydełkowałam kilkanaście babcinych kwadratów(ma być 50, na poduszkę). W ciągu przedostatniego tygodnia powstało kilka babciokwadratowych torebeczek, pojemnik na kostki Rubika (które zbiera i układa mój syn Miki, robiąc mi wykłady o algorytmach). I inne, które już prezentowałam. I jeszcze Wam pokażę :D bo pomysły aż furczą w moim małym (okapelutkowanym) łebku!


 Miętową lnianą spódnicę dostałam od mamy. Reszta dorobiła się spontanicznie, pod nią. Wiem, powiecie, że wyglądam jak nie ja. Sąsiedzi też się dziwnie patrzyli :D Zamierzam tak czasem paradować, bez względu na opinie ;)
   kapelutek - Biedronka 
bluzka - stragan
katana - Americanos, mój ulubiony bardzo stary ciuch(dzień, w którym go kupiłam był nieprzyzwoicie pamiętny) 
spódnica - Tatuum
buty - kiermasz obwoźny 
babciokwadratowa torebka - hand made by Sivka

  Pojemnik na Rubiki Mikiego: 
Podstawka pod kubek na biurko Mikiego, zarazem pierwszy babciny kwadrat:
Kolorystyka nieprzypadkowa. Miało być "chłopackio" i pasować do pokoju syna.

Z okazji mięty, miętowaty naszyjnik hand made:

 Naprzemiennie ulegam swoim fiołom i poddaję zajawkom. Jeden tydzień dziergam, drugi pichcę zdrowo, trzeci i czwarty - kto wie :D A co upichcę, czasem wspomnę, bo mnie ładnie upomniano. Specjalnie dla Tej Pani
 Jestem maniaczką kanapkową. Kiedyś mój mąż, kiedy był jeszcze moim chłopakiem, powiedział, że kanapkami wdarłam się w jego serce :D Wiem, wszyscy zdrowoodżywiający się najpierw rzucają się na pieczenie chleba. Dla mnie ważniejsze jest co na ten chleb kłaść (przy okazji: kupuję jak najwięcej ziarniste i orkiszowe chlebki w miejscowej piekarence). W związku z tym robię pasty. Różne. Na przykład taką: ugotowałam kaszę (została z obiadu), ugotowałam groch (namaczany wcześniej dosyć długo, dobę, bo zapomniałam o nim:))). Zblendowałam, dodałam nać selera, trochę ziarenek lnu, sól himalajską. Gotowe do posmarowania. Żeby kanapce nadać nieco bardziej malowniczy i oryginalny wygląd (tym samym zachęcić oporne dziecko do spożycia) poukładałam fasolkę szparagową i kiełki.  
  

poniedziałek, 21 lipca 2014

Gorącozimno

 Jest upał, jest moc. Energii tyle ile potrzeba by robić to co się chce robić. Spotykam dobrych ludzi. Dostaję dobre rady. Jeżdżę na rowerze po pewnej wsi, leżę na huśtawce z nogami do góry, sielankuję. Z czym się zmagam, z tym się zmagam. Nie odpuszczam. 

 Codziennie wymyślam zdrowe potrawy, starając się nie dokwaszać organizmu (swojego dziecka głównie). Jemy warzywa i owoce na kilogramy. Nawet lody owocowe zrobiliśmy, bez grama i szczypty niezdrowego składnika. Tylko banany i jagody. Zblendowane, zamrożone, przemieszane, pożarte! Zero cukru, maksimum słodkości. 

 Jest upał, ubieramy prawie nic. Za to żywiołowo. Połączyłam dwa kolory, dwa żywioły. Woda i ogień. Woda chłodzi to co ogień rozpala. Gorącozimno. Wszystko na ten temat. Acha, proszę zwrócić uwagę na bransoletkę. Była dodatkiem do gazetki mojego syna. Łańcuch rowerowy to chyba :D I przemycam etujaka na smartfona, którego wydrutowałam w zeszłym roku.  
  

Moda uliczna na bliskim mi zadupiu, trafiona przypadkiem, a że kolory się zgadzają, to proszę:


Dla tych, którzy twierdzą, że era trzepaków się skończyła i dzieciaki już z nich nie zwisają, taka sytuacja:

:D 

piątek, 18 lipca 2014

Wyszło szydło...Szydłów


 Miliony razy tędy przejeżdżaliśmy zawsze wołając MUSIMY tu kiedyś wpaść! To te mury obronne były przyczynkiem do okrzyków. Bo to niespotykane. W takiej małej wioseczce, takie stare zachowane, na całej długości. Podrasowane dzięki funduszom UE. Przeurokliwa sprawa! Szydłów tu konkrety, a tu kilka szczegółów w których utkwiliśmy wzrok:

 Spod mojego zaś szydła wychodzą cały czas różne takie tam. Tym razem 2 serwety na mój nowy ławostolik(foteliki też sobie nowe sprawiłam - że tak się bezczelnie pochwalę :D)

40 cm/40 cm
17 cm/17 cm
    

wtorek, 15 lipca 2014

Mam fuks(j)a. Pałac w Kurozwękach



 Mam fuksa. Za parę złotych. Na widok wdzianka stanęłam jak wryta. To wydarzenie miało miejsce w moim miejscowym sh wiele miesięcy temu. Chcę to - pierwsza myśl. To nie w moim stylu - druga myśl. No to co! - trzecia myśl. Najwyżej będzie tylko w szafie dyndać - myśl kolejna, już po zakupie. No i dyndało. Aż do kolejnego wydarzenia jakim było wydzierganie takiej oto torebki, jaką widzicie (jestem w mani robienia torebek). Dodam, że uszy które do niej dosztukowałam, też przeczekały kawał czasu, może nawet dwa lata. Kto czeka ten ma za swoje :) Mam też fuksję :)


 Pałac w Kurozwękach. Gmina Staszów. Województwo Świętokrzyskie. Nad rzeką Czarną. To takie miejsce przywrócone istnieniu przez potomków dawnych właścicieli, Popielów (za własne fundusze). W pięknym wiekowym parku, w otoczeniu drzew pomników, budynków należących do zespołu pałacowego, koni (kurozwęcka stadnina jest dosyć znana) i innych zwierząt, a nawet bizonów, wycieczkowalim rodzinnie :)

Wnętrza Pałacu w Kurozwękach:
Wśród dosyć licznych eksponatów, pamiątek, zdjęć rodzinnych itp klik, wpis Henryka Sienkiewicza. Ładny charakter pisma:
 Wystawa obrazów Józefa Czapskiego:
 Zdjęcie z przeszłości:

 Na koniec tego odcinka słówko zwierzeń. Tylko nie mówcie nikomu ;) Jestem oficjalnie kopnięta. Podczas próby sportretowania aparatem jednego z pięknych koni, tak się zaangażowałam, że nie zauważyłam taśmy ogrodzeniowej pod prądem i zahaczyłam o nią łokciem. Poczułam szarpnięcie/kopnięcie. Myślałam, że to koń, a to prąd był. "Nas? Bohaterów? Prądem?!" klik  Ja zawszezawszezawsze muszę wsadzić łapę gdzie nie wolno! Taki fu(c)ks. Za karę do paki:


 A w następnym wejściu pokażę jeszcze jedno ciekawe miejsce, które po drodze odwiedziliśmy :)