U SIVUCHY

Sivka - rocznik 1973. Wzrost 172 i pół ;) Matka, żona, człowiek. Wegetarianka. Przekorna indywidualista. Stara buntownica. sTworzyciel włóczkoSweTworów. Większość postów na tym blogu, powinna być opatrzona klauzulą TRAKTOWAĆ Z PRZYMRÓŻENIEM OKA ;)
Kontakt e-mail: Sylwia2008s@wp.pl

niedziela, 21 sierpnia 2016

Białoruś. Grodno. Nad Niemnem

 Kto wpada na pomysł, żeby w wolny czas letniego urlopu wybrać się na Białoruś? My. W związku z tym należało postarać się o wizy. 25 euro za jedną. My potrzebowaliśmy trzech. To niejedny koszt; dodatkowo załatwialiśmy je przez biuro pośredniczące. Nie będę się wdawała w szczegóły, jeśli ktoś jest zainteresowany, wszelkie informacje są łatwe do zdobycia na stronie ambasady białoruskiej.  
 Dlaczego Białoruś? Z ciekawości. Bo tak blisko, a tak daleko. Trochę dla obalenia sobie stereotypów. Żeby na własne oczy zobaczyć. Dla przygody. Różne powody. Cały pobyt zajął nam kilka dni. Pojechaliśmy własnym sprzętem. Przygotowywaliśmy się do tej miniwyprawy, ale oczywiście niespodziewanki i zaskoczenia spotykały nas co rusz. Pierwsza, że nie działa nasz GPS. Druga - dwa razy zostaliśmy oszukani a propos rezerwowania hoteli. Trzecia - jak mili i pomocni są białorusini. Jak wysprzątane są białoruskie miasta, ulice i wioski. Jak przystrzyżona trawa wzdłuż międzymiastowych dróg. I wiele wiele innych...   

 Grodno, miasto nad Niemnem. Kojarzące się m.in. z Orzeszkową. Wywołujące sentymenty, wzruszenia, odwołujące do historii. Przespacerowaliśmy je niespiesznie.  

      Taka sytuacja. W tle Niemen:
Teatr Dramatyczny:
Pomnik czołg:
  Klasztor Bernardynów:
Stary i Nowy Zamek:
Niemen:
Cerkiew św. Borysa i Gleba:
 Plac Sowiecki:
Na przeciwko klasztor i kościół Jezuitów w tle, a na pierwszym planie kiermasz szkolny:
Typowe kute kwietniki, jakich sporo w białoruskich miastach widziałam: 
 Plac Lenina. I gdzieżby inaczej, jak w każdym mieście, jego pomnik: 
I taka sytuacja:
Osiedle:

Na razie wychodzę, ale mam nadzieję wrócić z dalszą relacją z białoruskiej przygody ;)  

 cdn

40 komentarzy:

  1. Relacja i zdjęcia świetne, całkiem możliwe,że nigdy nie będą ,więc chociaż u Ciebie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Polecam kolejne relacje i serdecznie zapraszam. :) :)

      Usuń
  2. Miałam kiedyś na studiach koleżankę z Grodna:)
    Swietna relacja, chociaż mało outfitów:)) To miasto na pewno warto odwiedzić.
    A kilka dni temu skończyłam czytać "Chama" Orzeszkowej, opowieśc o rybaku nadniemeńskim, więc fajnie jest teraz zobaczyć Niemen:) Czekam na dalszy ciąg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Outfitów będzie niewiele przez najbliższe tygodnie. To znaczy będą jakieś ubrania, bo w czymś się zawsze jest. ;D
      Ja jestem po biografi Orzeszkowej, więc...wiedziałam, gdzie jadę i gdzie jestem jakoś tak z innej strony i bardziej. Z sercem i sentymentem. :)

      Usuń
  3. Nadniemenskie klimaty zawsze rozczulaja mnie, czy to na kartach ksiazki, czy w obrazie. Dusza polonistyczna daje o sobie znac. Cudowna wyprawa, pelna sentymentow. Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To szykuj się na następny post. Będzie jeszcze bardziej polonistycznie i z sentymentem. ;)

      Usuń
  4. Świetne zdjęcia, z przyjemnością obejrzałam Grodno, ale to pewnie przedsmak, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie sporo postów o miejscach, które odwiedziłam. Bo jakżeby inaczej. :)

      Usuń
  5. Rzeczywiscie, miasto jest bardzo zadbane; moze to kwestia Twojego wyboru zdjec, ale Grodno wyglada na troche wyludnione.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszędzie gdzie byłam, ludzi było niewiele. Tłumów nigdzie.

      Usuń
  6. Czekam na więcej, bo narobiłaś apetytu:)

    OdpowiedzUsuń
  7. i super , zastanawiam sie jaj sie teraz maja stereotypy ?
    25 euro za wize ? to jeszcze do lykniecia
    ja marzylam o wyjezdzie do Moskwy, gdzie mielismy nocleg, ale cena wizy nas zabila 250 euro,a my ich potrzebujemy 4 , bo moje panny by mi nie wybaczyly podrozy bez nich, cerkiew na Kremlu to ich ulubiony budynek ....
    czekam wiec na twoj post gawedziarski jak zyja ludzie na Bialorusi, bo na zdjeciach spokoj, harmonia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dla różnych osób różnie :)
      W sumie za wszystko, łącznie z kasą dla firmy pośredniczącej przy załatwianiu wiz, ubezpieczeniem itd, koszt to 1380 zł za nas troje. I benzyna o połowę tańsza niż w Polsce w pakiecie. :D

      Usuń
  8. Ale oryginalne miejsce wybraliście, nie jakieś oblegane kurorty skąd ludzie spaleni słońcem wracają, tylko Białoruś. Mnie się bardzo podoba, zdjęcia klimatyczne i ta babinka, tylko coś mało tam ludzi widać, a właściwie ich nie widać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wschód mnie pociągał i pociąga, aczkolwiek...mentaloność radziecka wcale, a mam wrażenie, że właśnie nieco jej liznęłam tu i ówdzie. Ech, to temat na długą rozkminę. W każdym bądź razie PRZYGODA była, a to w podróżowaniu cenię najbardziej. Oblegane kurorty i śliczne widoczki tylko li wyłącznie - eeech, nie dla nas. :)

      Usuń
  9. nic tylko podziwiać :) Przepiękne miejsce ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Rzeczywiście czysto i piękne miasto i jakby ciche, spokojne, tak ja widzę z Twoich zdjęć,a widok na rzekę zachwyca... pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszędzie jest bardzo czysto, wysprzątane, wykoszone, wymalowane, na błysk. Spokoju i ciszy pod dostatkiem. :)

      Usuń
  11. Jedno z moich marzeń. Mam nadzieję, że kiedyś się spełni. Na razie, zachwyciłam się Twoimi zdjęciami :) i już czekam na część drugą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, warto! Z wielu wielu powodów. :)

      Usuń
  12. Całkiem ładne widoczki. Kiedyś się tam wybiorę, koniecznie z moim Tatką, który jest klonem pana z sytuacyjnego obrazka (3 od dołu). Tylko zaczesu nie stosuje.

    Teatr jaki ładny. Takiego jeszcze nie widziałam.
    Sivkowe wakacje zawsze inspirują :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widoczki, wrażenia, przygoda, pełno doznań - jeszcze sobie w głowie układam wszystko. Generalnie polecam, tam w ogóle prawie nie ma turystów. A już zagranicznych - może kilka osób widziałam (słyszałam).

      Mnie samą też. ;)

      Usuń
  13. Bardzo fajna fotorelacja. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Widziałam na Insta, że dużo zwiedziłaś zakątków Białorusi i Północnej Polski. Na Białorusi byłam całe wieki temu i wiesz co? wróciłabym. A jak wiadomo, podróże kształcą, więc fajnie, że odwiedziłaś naszych wschodnich sąsiadów, w tym miasto Orzeszkowej. Widzę śliczne kamieniczki i cudny teren nad Niemnem. A okno to jakiś rekwizyt? Bo fajnie się wkomponowuje w krajobraz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też byłam już kiedyś na Białorusi, równe 20 lat temu, ale tylko w Brześciu. Było zupełnie inaczej niż teraz.
      To raczej rama jak do obrazu. Konkretniej do zdjęć. Jest jakaś akcja firmowana przez fundację non-profit, pozarządową. Tu link: http://www.o-pora.by/activity/cnews/priblizhaetsia-vsemirnyj-den-fotografii-19-avgusta.html

      Usuń
  15. Ooooo jaka piękna fotorelacja:)))bardzo tam ładnie:)))Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
  16. Zaintrygowałam nie ta ściana( szafa) ze starymi książkami( ?) co to?
    A ten portret to rozumiem gdzieś na noclegu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wejście do jakiegoś lokum, ściana wymalowana.
      Portret w biurze, w którym się załatwia (wypożycza za kasę od państwa) ustrojstwo do opłat za drogi. Liczydło, które liczy ile de facto się przejechało płatnych dróg. Przed wyjazdem z Białorusi ustrojstwo się oddaje, zwracają ruble, podliczją ile przejechałaś i albo dopłacasz, albo zwracają. Dzięki temu nie ma korków na bramkach na autostradzie.
      W hotelach nie ma takich portretów :)

      Usuń
  17. Hehehe;) Jak pojedziesz kiedyś do Egiptu czy na Majorkę, to spadnę z krzesła:D
    Jakoś mnie ta Białoruś nie zdziwiła... Ciekawe dlaczego?;)
    Mąż mój za młodu często tam jeżdził z rodziną... Miło te czasy wspomina...
    No... Klimat na pewno tam jest nie do przebicia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Egiptu nigdy mnie nie ciągnęło, Majorkę mogę przemyśleć. Mam za sobą wyjazdy do gorących miejsc, nie jest tak źle :))

      Usuń
  18. Gębę rozdziawiam i zazdroszczę, i... w brodę sobie pluję nieco, za mój matczyny srajdupizm (Misiek chciał nas do Lwowa wywieźć, a ja się bałam z dziećmi...
    ... A koleżanka siostry śmignęła sobie z synkiem na rowerkach z Odessy przez pół Ukrainy... i żyją :)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja sobie pluję, bo przez Lwów tylko pojeździliśmy w kółko autem, bez łażenia, trzy lata temu, wracając z Krymu. Tak samo było z Odessą, tylko przejazdem i najlepiej pamiętam stamtąd mega korki. Ale do Lwowa blisko, byleby tylko czas był i zdrowie, to by się smyrnęło... Tak sobie powtarzam i nic z tego nie wynika, póki co.

      Usuń

Dziękuję za przeczytanie, pooglądanie i za każde słowo komentarza. Tym, którzy tylko tu zaglądają, zachęcam: odezwijcie się ;) :)