U SIVUCHY

Sivka - rocznik 1973. Wzrost 172 i pół ;) Matka, żona, człowiek. Wegetarianka. Przekorna indywidualista. Stara buntownica. sTworzyciel włóczkoSweTworów. I kolaży. Lubi zadupia i nietypowe miejscówki. Chadza swoim drogami ;)
Kontakt e-mail: Sylwia2008s@wp.pl

Wyświetlono

Zapraszam

Zapraszam
sivkasivucha instagram

Translate

niedziela, 30 sierpnia 2015

Udawać Greka

 Udawać, że było się w Grecji... To znaczy, byliśmy. Kilkanaście kilometrów od naszej albańskiej miejscówki jest granica z Grecją. Przekroczyliśmy ją grzecznie odczekując w kolejce na przejściu. Ale dojechaliśmy tylko do pierwszego większego miasta, Igumenitsa. A po drodze odkryliśmy turkus :)

 W greckim outficie bierze udział bardzo ulubiona spódnica z Unisono i bluzka kupiona przed wyjazdem na fajnym straganie u mnie w miejscowości. Sandały z DeeZee.

  cdn :)

piątek, 28 sierpnia 2015

Starożytny Butrint

 Starożytne miasto Butrint znajduje się na samym dole Albanii. Nad słonym jeziorem i kanałem Vivari, który łączy jezioro z morzem. Znajduje się na liście UNESCO. To perełka na skalę światową. Półwysep był zamieszkiwany od czasów prehistorycznych. Zachowały się ślady kultury greckiej, rzymskiej, biskupstwa, jakim Butrint było, bizantyjskiej, a do późnego średniowiecza pod panowaniem Wenecjan. Wszystko pośród bujności i odgłosów egzotycznej przyrody :)

Przerywnik w starożytności. To ubranie w kropy jest spodniami. Specjalnie aż przystanęłam, żeby się upewnić ;)
 Gdziebym nie pojechała, nie poszła, to zawsze znajdę choćby kawalątek tła pod ciuchy :D Na sobie mam spódnicę lnianą z sh, top z H&M, klapki z CCC. Tło antyczne:
 Butrint "z lotu ptaka" z ulotek reklamowych:
 Zamek Alego Paszy w Butrint klik
Aby zobaczyć go z bliska, należy przepłynąć promem:
  Przepraszam, ale cdn :)

wtorek, 25 sierpnia 2015

Figa z albańskiego raju

  O tym, że chcemy do Albanii, wiedzieliśmy od trzech lat, kiedy pierwszy raz tam zajrzeliśmy. Udało się tego lata. Po drodze noclegowaliśmy w serbskim Belgradzie i macedońskiej Skopje. Przejechalismy też około 100 km przez Kosovo, odwiedzając jego stolicę, hałaśliwą, klaksonową, muzułmańską Prisztinę. Albania przywitała nas górami, bunkrami, górami, górami, górami ;) Wioskami, osiołkami, gajami oliwnymi, stadkami kóz, owiec, była też świna i żółw. Przydrożnymi co moment barami kawowymi, w których tylko mężczyźni byli widoczni. Wreszcie pięknym wybrzeżem w mieście Wlora, w którym mieliśmy kolejny, nieplanowany, ale fajny postój noclegowy. Następnie, przez Himarę i Sarandę, nasz cel - miasteczko Ksamil na końcu Riwiery Albańskiej, z widokiem na Korfu. Żeby do niego dotrzeć, należy pokonać przełęcz Llogara, ponad 1000 m n.p.m. Około 120 km jazdy serpentynami, stromizmami, za to z pięknymi widokami na turkus i szafir morza Jońskiego. Albańczycy są niezwykle mili, naturalnie serdeczni i otwarci dla i na turystów. Język albański ponoć pozostał prawie niezmieniony od praczasów, jest niepodobny do żadnego innego. Niemniej, bardzo łatwo nawiązać kontakt z miejscowymi, poza mową ciała większość posługuje się angielskim. Zwłaszcza w restauracjach, barach i innych ważnych dla zwiedzających miejscach. Są też napisy po polsku i nasze flagi ;) O minusach nie zwykłam mówić, bo nie po to jadę w obce kraje, żeby krytykować i marudzić :p

  A teraz "kilka" zdjęć z albańskiego raju: 
Przełęcz Llogara z bezpiecznej (jeszcze) odległości... 
 i widok z niej, z prawie najwyższego punktu: 
 Gaje oliwne, ule i zdjęcia z drogi:
Z wizytą w Sarande:
 Plażing-leżaking z widokiem na Korfu i trzy ksamilskie wysepki:
 Kamyk w kształcie serca znalazł dla mnie mój syn:
Stylówka na plażę, chyba najwyszukańsza, jaką mi się udało wymodzić ;) Z japonkami-espadrylami z Biedronki:
  Widok z naszego balkonu, na którym co wieczór we troje rozgrywaliśmy, zaciekle walcząc, partyjki Uno, zwane Bałkan Balkon Uno:
Zachód słońca obowiązkowo ;)
  No i figi z raju:
 cdn!