U SIVUCHY

Sivka - rocznik 1973. Wzrost 172 i pół ;) Matka, żona, człowiek. Wegetarianka. Przekorna indywidualista. Stara buntownica. sTworzyciel włóczkoSweTworów. Większość postów na tym blogu, powinna być opatrzona klauzulą TRAKTOWAĆ Z PRZYMRÓŻENIEM OKA ;)
Kontakt e-mail: Sylwia2008s@wp.pl

sobota, 16 marca 2013

Smacznego jarskiego

 Naleśniki po mojemu. Z typowymi mają wspólne tylko ciasto. Ale też nie w 100%, bo nie dodaję jajka. Farsz zawiera kaszę gryczaną +  gulasz wegetariański składający się z: papryki, ziemniaka, marchewki i cebuli z łyżką przecieru pomidorowego. Ulega modyfikacjom, za każdym razem improwizuję. Nie lubię "sprawdzonych przepisów". Nie zawijam, a układam warstwami. Dobre, bo można zrobić gotowce, przed podaniem ocieplić w piekarniku (nie używam mikrofali!) Dobre, bo zdrowe. Dobre, bo żadne zwierze, nie ucierpiało podczas "kręcenia odcinka".
 Bo wiecie, ja od laaat nie jadam mięsa...   

  Nie lubię programów kulinarnych w TV, nie jestem fanka kulinarnych blogów, konkursy na najleszego kucharza mnie wkurzają (ach te emocje, czy tarta wyszła! Wyszła i nie wróci!). Coraz mniej czasu spędzam we własnej kuchni. Lubię krótko, zwięźle i smacznie. A że przekora to stan naturalny mojego umysłu, to zrobiłam to co zrobiłam. Czyli mini post o żarciu :D

       Kupiłam nowe druty. Z żyłką. Zanim na dobre ogłoszę urlop dziergalniczy, mała próbka: 
       

60 komentarzy:

  1. Też się tym interesuje

    Zapraszam do zrewanżowania się
    http://exclaimhere.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Smacznego! Uwielbiam nalesniki wszelkiego rodzaju! Pod taka postacia jeszcze nie jadlam - koniecznie do wyprobowania. Bez miesa potrafie sie doskonale obejsc, ale niestety jestem uzalezniona od jaj... Nie ma w domu jajcow - nie ma co jesc;)
    Oj widze, ze ten urlop od dziergania wciaz odkladasz w czasie..chyba jeszcze nie masz az tak dosc;) Piekny kolor wloczki... Pozdrawiam. Anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak mój mąż - z tymi jajami (i bez dwuznaczności :)))

      Będzie urlop od sukienek, co do reszty to się zobaczy. Ale, że naniosłam książek z biblioteki i kupiłam ciekawą w Empiku dziś, to na pewno ograniczę dzierganie. Druty kupiłam "na zaś" :D

      Usuń
    2. My w domu też jesteśmy wielbicielami jaj. Mięso jadam, ale mogę się bez niego obywać dłuższy czas, natomiast jaja być muszą. Na szczęście mamy pod ręka źródło takich z wolnego chowu po bardzo dobrej cenie.
      Kupując jedzenie, staram się po prostu wybierać zdrowsze (bez fanatyzmu).
      Moja mama twierdzi, że takie druty z żyłka są najlepsze pod słońcem. A kolor włoczki tez mi się bardzo podoba.

      Usuń
  3. mmm wygladają aptetycznie :D
    zjadłabym coś takiego.
    wpadnij:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to do kuchni, po produkty i do roboty :D


      Wpadnę :)

      Usuń
  4. Druty z żyłką? Ciekawa jestem co z nich wyczarujesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już wyczarowałam sukienki, prawie wszystkie, na starych drutach z żyłką, które zakończyły swój żywot jakiś czas temu. To na prawdę świetny wynalazek!

      Usuń
  5. jesteś laktowegetarianką ?
    nie wyobrażam sobie życia bez mięsa. Taki ze mnie typ mięsożerny od maleńkości.Po prostu mój organizm ma na to ogromne zapotrzebowanie. ( przeciwniczką zabijania zwierząt jestem, ale tych leśnych. Te na chów traktuję jako przyszłe jedzenie, choć gdybym miała swoje małe gospodarstwo i hodowała kury, świnki, krówki to bym ich nie zjadła za nic w świecie. nie wspominając juz o zabijaniu. ). Ale rozumiem bezmięsnych, bo mam w rodzinie taką jedną co od lat nie rusza mięcha i powiem Ci, że jej organizm o wiele lepiej funkcjonuje aniżeli mój. Co prawda nie można nazywać jej wegetarianką, bo rybie mięso to ona zajada i to w dużych ilościach.
    Gulasz sobie zrobię w najbliższym czasie, bo uwielbiam w każdej postaci! no i kasza, kasza - najpyszniejsza na świecie!
    O drutach z żyłką nie słyszałam, ale ja to stanęłam na epoce drutów metalowych.
    i co, dobre te nowe druty? lepsze od poprzednich?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie jestem lakto, ani nawet nie nazywam siebie wegetarianką. Jaroszką, ot tak. Nie dorabiam do mojego niejedzenia trupów (tak to na co dzień nazywam obrazowo:D) ideologi, jak wieeelu ludzi z kręgów i organizacji wege. Przyszło to do mnie naturalnie. Miałam jakieś 14 lat, jak odmówiłam najpierw jedzenia drobiu. Najpierw pooglądałam jak moja babka kurze ucięła łeb, kura bez łba jeszcze się trzepała, potem ja z piór obierano, a na koniec wylądowała na talerzach rodzinki...mnie zemdliło. I tak się zaczęło. Rodzince przez lata się wydawało, że mi przejdzie, że to kaprys. nawet straszenie mnie, gdy byłam w ciąży, nie zrobiło na mnie wrażenia. A urodziłam wielki ponad 5 kg dziecko :D Mój organizm mięsa nie potrzebuje, raczej nie mam problemów z trawieniem, czuje się lekka i zdrowa. Słucham się mojego organizmu, wiem, które produkty żywieniowe mi szkodzą. Jak na coś czuję zapotrzebowanie - jem to. Kilka lat temu zachciało mi się okrutnie ryby, na ostro zwłaszcza. I czasem zjadałam, ostatnio znów mnie odrzuca. Od niemowlęctwa nie przyjmuję mleka. Ale uwielbiam kefir, jogurty naturalne, sery. Jajkami ostatnio (rok, dwa) się brzydzę. Przypomniała mi się opowieść szwagra mojego męża, Wietnamczyka, o ich narodowym przysmaku. Jajku, w którym już jest wykształcony ptak. I oni to zjadają. Za każdym razem, jak mam w ręce jajko, wyświetla mi się przed oczami taki obraz....Ohyda....

      Na drutach z żyłką powstały prawie wszystkie moje sukienki, oprócz ostatniej, którą zaraz idę kończyć zszywać :D W starych (metalowych) urwała się żyłka, wreszcie kupiłam nowe. Nawet 2 pary. Te są grubaśne, 9-tki, bambusowe, bardzo lekkie. Drugie są jakieś z czegoś, nawet nie wiem jak to się nazywa, też bardzo lekkie. Robię eksperymentalnie, jeszcze nie wiem co :D :D Może poszewkę na poduszkę :)

      Usuń
    2. A tak jeszcze o tym mleku - nie piję, ale dodaję do ciasta naleśnikowego :D :D

      Usuń
    3. widziałam,ten "przysmak" na zdjęciach za który ponoć trzeba zapłacić około 50 dolarów. Ohyda dla mnie też, na dodatek uważam,że to bardzo niemoralne:-(

      Usuń
    4. Aaa w ten deseń ;)Dzięki za szczegółowe wyjaśnienie! Cieszę się bardzo, że opowiedziałaś mi o tym tak dużo.
      Hmm, jesteś totalnym nadwrażliwcem w temacie zabijania hodowlanych zwierząt wynika z opisu. Bo tak sobie myślę, że ja mam rozbuchaną wyobraźnię i widzę też i prawie czuję to co te zwierzęta, ale... no właśnie nadal je zjadam. Całe swoje dzieciństwo spędziłam prawie u ciotek, na wsi, powszechny widok więc stanowiły dla mnie małe kurczaki i kaczuszki z którymi się bawiłam, a później, gdy podrosły ciotka na moich oczach podcinała im grdyki, spuszczała krew, wsadzała do wora jeszcze na wpół żywe by tam dogorywały żywota. Teraz, gdy sobie o tym pomyślę, to mnie trzepie, ale kiedyś zupełnie nie robiło wrażenia.. może dlatego właśnie uważam, że to takie naturalne, drób żyje, a potem się je zabija i buch na patelnie. No ale stawiam się w Twojej sytuacji i rozumiem co mogłaś poczuć i dlaczego Cię to tak zniechęciło do mięsa. No i najwidoczniej masz taki organizm, któremu wystarczają głównie warzywa, ziarna i inne takie tam. Ten przysmak wietnamczyków- coś podobnego chyba widziałam w Idiocie za granicą, ale nie jestem pewna tak do końca. Wiem, że mnie to zbrzydziło tak samo jak Pilkingtona, no ale tylko na chwilę.
      Właśnie właśnie byłam ciekawa co mlekiem, czy wcale nie spożywasz- skoro napisałaś, że nie jesteś lakto, to se myślę - nie spożywasz :), dzięki za doinformowanie :D . Co do braku mięsa w diecie w ciąży to słyszałam wiele pozytywnych opinii, powiem Tobie, bo kiedyś czytałam dużo na ten temat, jak się zainteresowałam Młodą i jej niejedzeniem mięcha, bo chciałam ją oczywiście przestawić z powrotem na mięsne produkty ;D.
      (przepraszam, że się tak rozpisałam u Ciebie, mogłam w mejlu przeca, no ale tak jakoś poszło publicznie, mam nadzieję, że nie masz mi za złe)

      kurcze, to ja naprawdę jestem sto lat za murzynami, jeśli chodzi o druty! faktycznie teraz mi się kołacze w glowie,że Babcia miała różne grubości! A i jak lekkie, to chyba lepiej co nie? No to przyjemności w dzierganiu nowego twora - cokolwiek by nie było z Twych rąk wyjdzie zajebiste!!

      Usuń
    5. To nie kwestia nadwrażliwości... Raczej świadomości. Raz coś zrozumiałam i mnie trzyma. Obrzydza mnie i już. Wcześniej wiele razy widziałam zabijane zwierzęta, bo często spędzałam na wsiach czas. Dla mnie to taki sam trup, jak pies rozjechany, leżący gdzieś na drodze, albo ludzkie zwłoki. Sztywne, które się rozkładają. Myśl, że się ma w żołądku czyjeś rozkładające ciało nie jest przyjemna, ani smaczna. Kiedy gotuję dla moich chłopaków muszę trzymać na wodzy swoja wyobraźnię....robię to szybko i nie dotykam ręką tego czegoś...Samo robienie zakupów w mięsnym jest mi ohydne. Ale robię. Oglądanie nieżywych skrzydeł, nóg, serc, wątroby nie poprawia mi nastroju.... Na szczęście moje jarskie potrawy są tak pyszne, że często wystarczają:D :D
      O, widziałam w tym Idiocie o tym, fakt, było!!! Łe....
      Publiczne dyskusje są bardzo pozytywne, zawsze ktoś może dołączyć i przedstawić swój punkt widzenia :D

      W diecie jarskiej ważne, żeby dostarczyć organizmowi wszelkich potrzebnych do zdrowego funkcjonowania składników, witamin, minerałów, cudów, wianków. Ważne jest żelazo, którego ponoć najwięcej w mięsie. Ale też we wszystkim co zielone, zwłaszcza szpinaku, który kocham. Na początku mojego niejedzenia też byłam zielona:D Źle się odżywiałam, bo prawie wcale się nie odżywiałam. Na pewno miałam anemie itp. Ale teraz to dla mnie pikuś. W restauracjach nie jadam zup, bo wszystkie są gotowane na kościach...

      Usuń
    6. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego na wsiach zabija się zwierzęta na oczach dzieci...W ten sposób zatracają one swoją wrażliwość na ból, cierpienie zwierząt.
      A może właśnie chodzi o to, by te dzieci w przyszłości robiły to samo bez skrupułów?
      Brrr, jakoś nie lubię takiej mentalności...

      Usuń
    7. Tak, chyba właśnie o to chodzi. Taka nauka przekazywana z pokolenia na pokolenie, by się nawet nie zastanawiać, by to była naturalna czynność. To takie proste zasady. Niby... Nie wiem, jak jest teraz, z moich obserwacji: prawdziwych wsi już nie ma, takich z rolnikami, polami, krowami na łąkach. Przynajmniej tak zmieniły się wsie, które znam. Z drugiej strony teraz są takie czasy, kiedy zabijanie ludzi staje się "normalne".

      Usuń
  6. A ja tam lubie takie blogi, czasami coś zamieszczam na swoim drugim blogu, pomysł na nalesniki super, ja mieso jem ale takimi też nie pogardzę, cikawi mnie też to, że bez jaj...a w ten urlop dziergalniczy to nie bardzo wierzę...pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez jaj, bo moje dziecko miało alergię na nie, a ja się przyzwyczaiłam tak je robić. Poza tym mam lekki wstręt do jajek - ale to od niedawna, rok, dwa.
      Urlop, zdaje się, będzie od robienia sukienek :) :)

      Usuń
  7. Sivko, jesteś bardzo pozytywna osobą. Przebywanie w Twoim towarzystwie musi byc baaardzo miłe :)
    Jesteś wrażliwa i wesoła - wg mnie to bardzo ważne cechy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooj tam.... :D :D
      Mnie się wydaje, że jestem ponura i wredna. Ale zauważam, że ludzie mnie lubią (oprócz tych, którzy mnie nie cierpią). Ogromne dzięki za taki miły komentarz, zaskoczył mnie i... poczułam się jakoś tak szczególnie miło :) :)

      Usuń
  8. uwielbiam naleśniki z farszami,jednak ja robię też gulasze mięsne,ale częściej podobnie jak Ty używam tylko warzyw,szczególnie na bazie cukinii :-)
    ja robię z mąki pszennej pełnoziarnistej,wychodzą ciemniejsze...i jaja jadam też:-)

    Sivka kolor piękny,uwielbiam taki odcień ziemi w ubiorach, a na czym leży ta włóczka,to jakoś chusta,szal apaszka?:-))
    tyż ładne:-)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też robię mięsne, dla mojego męża, który ni nie chce słyszeć o diecie jarskiej. Ja nie zmuszam, nikogo nigdy nie namawiałam. Z jajkami robiłam do czasu, jak się okazało, że mój syn jest uczulony na nie. Teraz chyba mu przeszło, ale się przyzwyczaiłam i tak zostało. Cukinię uwielbiam! Dzięki za podpowiedź z tą mąką! Na pewno zdrowsza pełnoziarnista!

      A to coś spod włóczki, to moja ...pościel. Cieszę się, że ci się podoba pod czym śpię :D :D :D

      Usuń
    2. o tak zdrowsza,polecam.Mają zdecydowanie inny smak naleśniki ale można dodać łyżkę zwykłej mąki,wtedy są bardziej puszyste ,tak jakby:-)
      a ja znowu robię naleśniki na wodzie albo mleku sojowym bo Córka nie toleruje laktozy,no tak to już jest z Dzieciaczkami....

      mam podobny kolor pościeli,tylko chyba ciut jaśniejszy. z Ikea:-)
      hihihi może za jakiś czas dowiem się w czym śpisz :D :D :D

      Usuń
    3. Na wodzie???? Super sprawa! Bo ja za mlekiem nie przepadam, więc chętnie bym poeksperymentowała z czymś innym! Na zwykłej z kranu (u mnie kranówa łokropna!), gotowanej, mineralnej ???? I oprócz tej wody wtedy całkiem nic innego płynnego????

      Nie chcesz wiedzieć w czym ja śpię :D :D

      Usuń
    4. Na mineralnej wodzie,najczęściej lekko gazowanej na dodatek:-)
      Spróbuj,może Wam zasmakują,pewnie,że na mleku są bardzie wypasione ale te na wodzie z gulaszem są całkiem przyzwoite:-)

      Dawaj:-),wszystko zniosę nawet jeśli jest to koszulka Hello Kitty :D :D

      Usuń
    5. Dzięki! :D

      Hello Kitty to nie, raczej męskie gacie i porozciągane podkoszulki :D

      Usuń
    6. to tak jak moja Córcia lubi :D

      Usuń
  9. boski naleśnik, uwielbiam takie i na pewno zrobię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są bardzo pożywne, polecam. Z farszem można kombinować, dawać wszystko, co tylko dostępne:)

      Usuń
  10. OOOO to coś dla mnie :) Naleśniki z każdym nadzieniem zjem ...ha:)
    Jak by tak jeszcze ktoś zrobił i podał to już pełnia szczęścia:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Wczoraj też jadłam kaszę, ale w wydaniu tradycyjnym:)
    Dzisiejsza kolacja, to rukola+roszponka+ogórek+sałata lodowa+papryka czerwona+awokado+oliwki+oliwa+sól. Do tego kromeczki bułki z masłem czosnkowym i żółtym serem, zapieczone w piekarniku. Polecam, pyyyyyyyyycha:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to już mam gotowe dania "na zaś" :)) Uwielbiam masło czosnkowe!!! W ogóle masło :D

      Usuń
  12. Już myślałam po tytule i pierwszym zdjęciu, że z dziergania przerzuciłaś się na gotowanie, ale patrzę dalej i uff.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to nie...Ale kto wie...Nie raz się porzucało coś dla czegoś, nikogo dla kogoś :D

      Usuń
  13. Ja odwrotnie-uwielbiam blogi kulinarne,oglądam programy TV,a mało tego-nagrywam je :) i się inspiruję oczywiście:)
    Kaszę jedliśmy wczoraj i dziś,po kolejnej próbie wprowadzenia do domowego jadłospisu-ale okazuje się,że pozostanę z tym nadal sama :))
    Chętnie mięsa bym nie jadła ze względów wiadomo ideologicznych,jednak jestem za głupia i słaba niestety na to,dlatego wielki szacun.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czasami przemycam różne takie produkty, tak że nawet nie wiedzą, co jedzą :D I smakuje. A jak potem pytam podstępnie męża, czy lubi np kaszę, albo fasolę, albo (o zgrozo) brukselkę, to mówi, że nie, że fuj. :)))

      Usuń
  14. Naleśniki to najlepsze danie dla mojego syna:)))robię często i jestem oskarżona że gotuję pod synusia:))))Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Broń się, nie daj się i rób :)))

      Usuń
  15. dzis nie modowo a jedzeniowo. z kasza jeszcze nie probowalam.jak widac nie mozesz sie oderwac od dziergania;)moja mama tez ma takie wiosenno-letnie przestoje, a potem jak przychodza dlugie ciemne wieczory znow za druty lapie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo tak to właśnie jest. Dziergam zdecydowanie mniej, resztką sił:)))

      Usuń
  16. ...i tym samym zmusiłaś mnie do wstania z łóżka i zrobienia śniadania!
    ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Zgadnij Sivka co dzisiaj u mnie na obiad? :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm... Niech pomyślę... Może te, no...jak to się mówi...naleśniki z farszem???? :))

      Usuń
    2. dokładnie,zgadłaś :-))))
      Bravo!!! :-)))

      Usuń
  18. Sivka te zdjęcia robił jeszcze stary aparat, tylko z innym obiektywem :)))
    A programów do obróbki używam czterech, ale Ty masz pewnie na myśli PhotoScape w tym przypadku? ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. podobno wegetarianki maja piękną cerę:D to dlatego tak młodo wyglądasz!!!
    ja niestety jestem mięsożercą...a na dodatek jestem też jak dziecko, bo nie cierpię gotowanych warzyw, jedynie w postaci surowej;)
    naleśniki lubię, ale z serem lub dżemem:D
    a mojemu bardzo żarłocznemu ostatnio synowi...robię bomby kaloryczne, bo z nutellą i bananem - w sumie wegetariańskie;)))

    OdpowiedzUsuń
  20. Moja cera pozostawia wieeeeele do życzenia, jest tłusta ze skłonnością do zanieczyszczeń i wyprysków, i muszę dbać o nią bardzo. Myślę, że wegetarianie mają w sobie mniej toksyn. Mięsko trawi się w ludzkim układzie pokarmowym długo i po drodze wytwarza różne takie syfy szkodliwe, które czasem wychodzą "twarzą" :D Wszystko zależy, czy jemy jedzenie bardzo przetworzone, z konserwantami i ulepszaczami. To bardzo szkodzi. W warzywach też są :( Mój synuś nie może niestety jeść nutelli, bo mu bardzo szkodzi. Za bananami nie przepada, a naleśniki najchętniej jadłby puste:))) Ostatecznie z dżemem brzoskwiniowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to się chyba fotoszopujesz, hehehe, bo na fotkach masz ładną:D ale mnie też na fotach zmarchów bardzo nie widać;)
      ja niestety nie odżywiam się zdrowo...dużo cukru, i moc przetworów, ale gotowych...nie lubię kuchni, więc idę na łatwiznę;)
      dzisiaj Młodemu zrobiłam amerykańskie placki z butelki;))

      Usuń
    2. Nie mam fotoszopa:D Ostatnio trochę się wygładziłam w tym programie, który mam, ale bez przesady. Nie jestem zwolenniczką przesadnych retuszy, wolę nie robić zdjęć portretowych :)))
      Od przetworów się nie ucieknie, gdyby nie gotowce, trzeba by sterczeć w kuchni po kilka godzin, a ja też tego nie lubię. Są ciekawsze rzeczy do roboty! Ale mój młody nie może jeść wielu rzeczy, cholernie uczulają go wszelkie sztuczne barwniki itp. Nawet ciasto ze sklepu, jest go w stanie obsypać....Jeśli czekolada, to gorzka, cukier też źle działa. Ja się za to opycham słodyczami(czekolada, mniam, mniam, batoniki, princepola, do tego napoje wyskokowe wysokokaloryczne :D :D )

      Usuń
    3. hehehe, to pewnie masz tak jak ja z fotkami, czasami samo mi wygładzi co nieco;) też nie jestem zwolenniczką przesadnych retuszy, bo przecież nie wyjdę w "fotoszopie" na ulicę;)
      O kurcze...to rzeczywiście alergik ten Twój synuś...ale może przejdą mu niektóre uczulenia z wiekiem..czasami tak bywa:)
      a Ty, to żarłok jesteś! a nie widać;)) ja z napojów wysokokalorycznych wyskokowych...winko wiśniowe popijam...rozgrzewa na maxa:D

      Usuń
    4. a ja tam zostawiam swój fotoszop w domu i wychodzę na ulicę i straszę. trolololololo ;-D. a co tam się będę przejmować.
      a właśnie. fotoszop. się mi przypomniało coś. nakrzycz na mnie Siva, bo żem jest niesłowna krowa. uch. sklerozzzza boli.

      Usuń
  21. Ja za mięsem dawniej nie przepadałam. Miałam podobną historię do Twojej. Jako dziecko u babci znalazłam odciętą głowę koguta na podwórku, co mnie zniechęciło na długo do mięsnych dań. Plus ogólna wrażliwość na los zwierząt. Natomiast w ciąży zaczęłam jeść mięsko ze względów powiedzmy to zdrowotnych i o dziwno zaczęło mi smakować. Syn jest mega-mięsożercą, pyta tylko, czy dziś kotlety będą. ;)
    Narobiłaś mi chęci na naleśniki :)
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy organizm ma swoje reakcje. Ciąża to moment szczególny, ale że ja w niej nie wrócę do mięsa, było pewne. Najpierw oczywiście różne osoby próbowały wywierać na mnie presję, straszyć i obrażać - ale nawet mój lekarz dał mi spokój :D

      Usuń

Dziękuję za przeczytanie, pooglądanie i za każde słowo komentarza. Tym, którzy tylko tu zaglądają, zachęcam: odezwijcie się ;) :)