U SIVUCHY

Sivka - rocznik 1973. Wzrost 172 i pół ;) Matka, żona, człowiek. Wegetarianka. Przekorna indywidualista. Stara buntownica. sTworzyciel włóczkoSweTworów. I kolaży. Lubi zadupia i nietypowe miejscówki. Chadza swoim drogami ;)
Kontakt e-mail: Sylwia2008s@wp.pl

Wyświetlono

Zapraszam

Zapraszam
sivkasivucha instagram

Translate

sobota, 30 marca 2013

Wspomnisz mój kompleks

 Byłam straszliwie zakompleksiona w dzieciństwie. Samotna, nerwowa, smutna, uparta i wybuchowa. Teraz mogłabym się już z tego śmiać... Ale się nie śmieję. Bardzo mi żal tamtej dziewczynki. Chciałabym ją przytulić (tak jak teraz przytulam mojego syna). Dodać otuchy, pocieszyć. Powiedzieć (tak jak mówię mojemu synowi), że ją kocham i jest najważniejsza na świecie...

 Jednym z większych kompleksów była moja chudość. Wstydziłam się swoich rąk do ziemi i długaśnych nóżek jak patyczki. Dokuczano mi z tego powodu. Udawałam, że mnie to nie dotyka. Cierpliwie sobie hardziałam... Jedna z moich babek dorzucała swoje złośliwe 3 grosze, za każdym razem, gdy przyjeżdżałam. Przestałam :P  Za to druga wpadała w przesadny zachwyt, że powinnam być modelką.

 Nigdy w siebie nie wierzyłam. Na żaden temat. Miłe słowa kierowane pod moim adresem, nie trafiały mi do przekonania. Nie traktowałam ich serio. Kompleksy rzutowały na moje wybory życiowe. Zastopowały wiele działań. Nie poszłam drogą, która najbardziej mi się podobała. Dałam sobie wmówić, że jest zbyt wyboista jak dla mnie, ale nie pokazano łatwej. Dlatego poszłam sobie gdzie bądź... Przez lata obcierałam po upadkach kolana z krwi i leczyłam pięty z obtarć.

 Co nas nie zabije to zrobi z nas twarde sztuki.


Spódnica pojawiła się na początkach Sivkowej przygody z tym blogiem tu: Ruska baba w radzieckim filmie.

środa, 27 marca 2013

Zielony łańcuch nadziei

 Nie wiem, jak tam u Was, ale u mnie ludność pozdrawia się na ulicy wołając: "Fajna wiosna!" Optymizm to, przekąs, czy specyficzne poczucie humoru?  Nic tak nie łączy Polaków, jak pogodowe przeciwności losu... Złączeni nadzieją, wypatrujemy zieleni. Miało już nie być zimowych akcesoriów ociepleniowych! Ale są. W dodatku powracam do starego pomysłu na naszyjnik: włóczkowy łańcuch.

Kominoszal & czapka - hand made by Sivka    

Zielony łańcuch nadziei: 35 zł
Chętnych do zakupu zapraszam do kontaktu mailowego:
Sylwia2008s@wp.pl 

środa, 20 marca 2013

Dzienniki, poTwory, wiatry i bociany.

 "Dzienniki kołymskie" zakupione. poTwór wykończony. Wiatry wieją. Bociany przylecą. Przestawiam się na tryb wiosenny. W zasadzie mentalnie jestem gotowa. Obojętne, czy śnieg, czy nie (marcowa pogoda zawsze w kratkę).  

 Wspominałam TU że lubię książki reporterskie, a o podróżowaniu  i odkrywaniu miejsc najbardziej. Stąd TA książka. Zachłyśnięci zachodem, podnieceni południem, zapominamy, że na wschód jest nam najbliżej.
      poTwór - sukienka 
- zrobiła ją Sivka
- drutami
- 100% akryl 
- prać należy w pralce
- w najmniejszej temperaturze
- z wirowaniem
- suszyć w poziomie
- w przeciwnym wypadku się rozwlecze, rozciągnie, straci formę
- i trzeba będzie spruć  :(
- i robić od nowa  :)

 A to mój stary znajomy, kumpel, który od 20kilku lat śpiewa, gra, komponuje i czasem nagrywa. Idealista, marzyciel, wierny sobie, zdeterminowany, nonkonformista. Posłuchajcie:


Albo tego:


  

sobota, 16 marca 2013

Smacznego jarskiego

 Naleśniki po mojemu. Z typowymi mają wspólne tylko ciasto. Ale też nie w 100%, bo nie dodaję jajka. Farsz zawiera kaszę gryczaną +  gulasz wegetariański składający się z: papryki, ziemniaka, marchewki i cebuli z łyżką przecieru pomidorowego. Ulega modyfikacjom, za każdym razem improwizuję. Nie lubię "sprawdzonych przepisów". Nie zawijam, a układam warstwami. Dobre, bo można zrobić gotowce, przed podaniem ocieplić w piekarniku (nie używam mikrofali!) Dobre, bo zdrowe. Dobre, bo żadne zwierze, nie ucierpiało podczas "kręcenia odcinka".
 Bo wiecie, ja od laaat nie jadam mięsa...   

  Nie lubię programów kulinarnych w TV, nie jestem fanka kulinarnych blogów, konkursy na najleszego kucharza mnie wkurzają (ach te emocje, czy tarta wyszła! Wyszła i nie wróci!). Coraz mniej czasu spędzam we własnej kuchni. Lubię krótko, zwięźle i smacznie. A że przekora to stan naturalny mojego umysłu, to zrobiłam to co zrobiłam. Czyli mini post o żarciu :D

       Kupiłam nowe druty. Z żyłką. Zanim na dobre ogłoszę urlop dziergalniczy, mała próbka: 
       

środa, 13 marca 2013

Rusz się, daj buzi. I idź w stronę absurdu.

 Rusz dupę, częściej rób brzuszki, wychodź na spacery. Zmień opony na letnie. To do siebie tak gadam. I jeszcze: biorę urlop od dziergania i wracam do częstszego czytania.  
 Na razie jednym hapem połknęłam "Małą Wierę" Mari Chmielnik i "Co się wydarzyło w Madison County" Roberta James'a Waller'a. Kiedyś oglądałam filmy na podstawie obydwu. Zachwyciły i wzruszyły, nawet bardziej, niż te książki teraz...

 Im dalej w las, tym ciemniej. Im my starsi, tym trudniej nas poRUSZYĆ.       
A teraz: Synku, daj buzi mamusi...
  ...czyli  prawdziwe PORUSZENIE.  Pokraczne bo pierwsze. Podejście do ruchomego obrazka.     

  Surrealistyczne kino absurdu. Brzmi genialnie! Zaczęło się od artykułu w Newsweek TU  pt "Awangardowi bliźniacy". Zaciekawiona, poszłam tym tropem. Zawędrowałam do wiadomości o Janie Lenicy TU i obejrzałam m.in TO. Idąc dalej w tym kierunku, zatrzymałam się przy Walerianie Borowczyku. Ale najdłużej przytrzymało mnie "W szponach seksu" Juliana Antonisza, o którym encyklopedycznie TU. 

   Poruszam się po temacie po omacku, ale zaintrygowana... Komu w drogę, temu czas. Jeszcze tyle dróg do przebycia. Ruszajmy! :D :D

niedziela, 10 marca 2013

Starość

 Kiedy zaczynam marudzić, że jestem stara, do pionu stawia mnie Syn. Mówi: "Mama! Babcia ma 20 lat więcej niż ty (22 konkretnie :P), a nigdy tak o sobie nie mówi!" A ja zestarzałam się już kilka lat temu. W Paint'cie. 
 Raz - dwa - trzy - babka Sivka - patrzy :D  
 
 Zaraz napiszecie, że marudzę przesadnie, bom młoda, a jak dobrze pójdzie, to i piękna :P Ale pokażcie mi kobietę wdeptującą w 40-y rok swego żywota, która ani razu nie zamarudzi, nie jęknie i nie przeklnie. Z lęku, niepewności lub zdziwienia. Że oto słowo ciałem się staje, a ziemia nie drży i nie nastaje ciemność.
 Jestem usprawiedliwiona i zapewniam, że sprawa nie spędza mi snu z powiek (w tym wieku wysypiać się trzeba!). Przypominam sobie, że 20 lat temu, jako 20-latka, byłam o wiele, wieleee, wieeeleee starsza.....
 
       Stara baba śpiewa: http://www.youtube.com/watch?v=Jwqg4HXdkYM :D
  

czwartek, 7 marca 2013

Kolory dominujące

  W nastrojach. W każdym bądź razie moich. Nie wiem jak to się stało, że blog stał się integralną częścią mojego bycia (by nie rzec górnolotnie "życia"). Zaczęło się od ciuchów, choć podświadomie zawsze wiedziałam, że ten temat to tylko pretekst. Tylko do czego??? Nigdy przesadnie się tu nie zwierzałam. Nie robiłam z tego miejsca pamiętnika. Ani platformy do dyskusji na tematy, które mącą mi w głowie, huczą, zastanawiają i dręczą. Lubię dyskutować, spierać się i wygłaszać swoje zdanie. Ale nie tu. To miał być cichy zakątek, z którego będę machać do świata i wołać: "Heeej, ja też tu jestem". Kiedy mi się tego zachce, a nie, kiedy będę MUSIAŁA. Nie umiem być tak całkiem cicho. Niemniej, dyplomatyczna strona mojej natury, każe mi jeszcze trochę poczekać, wyciszyć emocje, zanim para buch :D

Uspokój się, zjedz truskawkę:  


 Kiedyś za pomocą nożyczek, kleju i starych gazet lubiłam robić kolaże. Idąc z duchem czasu, wróciłam do dawnej pasji. Teraz tylko "kopiuj" i "wklej", i mogę dać wyraz nastrojom:

 Zdjęcia z http://www.facebook.com/grotesqMB, http://www.facebook.com/fashion.africa,  http://www.facebook.com/fntsyArt, http://www.facebook.com/pages/Ekspozycjeorgpl-stare-fotografie/180630098663916, http://www.facebook.com/narodowe.archiwum.cyfrowe
     
Nastrojowa muza: Sainkho Namtchylak do posłuchania i oddania się we władanie dźwiękom...

 Sainkho Namtchylak, właśc. Ludmiła Okan-oołowna Namczyłak (ur. 1957) – tuwińska artystka, rozpoznawana głównie jako piosenkarka eksperymentalna. Znana jest przede wszystkim ze swojego śpiewu gardłowego (chöömej). Skala jej głosu obejmuje 7 oktaw. Studiowała na Tuwińskm Uniwersytecie Państwowym w Kyzyle oraz w moskiewskim Instytucie Gnessina.  
  http://pl.wikipedia.org/wiki/Sainkho_Namtchylak

niedziela, 3 marca 2013

Z Pieskowej Skały do Nowej Huty

 Jest niedziela i ma być wesoło, do jasnej cholery! - walną pięścią w stół i powiedział bohater serialu z lat '70 "Jan Serce". Po tygodniu chorowania opuściliśmy pielesze. Niedaleko, do Pieskowej Skały, gdzie Maczuga Herkulesa i inne atrakcje przyrodnicze, ku którym już niedługo zaczną przybywać tłumnie Krakusy i inni mieszczanie. Stamtąd do Nowej Huty, gdzie klimat też specyficzny. Zdjęciom próbowałam nadać sznytu z czasów PRL-ch pocztówek.