U SIVUCHY

Sivka - rocznik 1973. Wzrost 172 i pół ;) Matka, żona, człowiek. Wegetarianka. Przekorna indywidualista. Stara buntownica. sTworzyciel włóczkoSweTworów. I kolaży. Lubi zadupia i nietypowe miejscówki. Chadza swoim drogami ;)
Kontakt e-mail: Sylwia2008s@wp.pl

Wyświetlono

Zapraszam

Zapraszam
sivkasivucha instagram

Translate

piątek, 27 lipca 2012

Samochwała

" Zdolna jestem niesłychanie, najpiękniejsze mam ubranie (...) Jak coś powiem, to już powiem." Cytaty są bezpieczne, można się za nimi schować.
  Za czasów mojego dorastania nie uczono, że pewność siebie to zaleta. Przeciwnie. Ganiono i karano. Mówienie dobrze o sobie nazywano zarozumialstwem, a chwalipiętę stawiano do kąta. Na szczęście pewnego razu na tyle zmęczyła mnie ilość panujących wewnątrz i na zewnątrz negatywów, że postanowiłam wypróbować zasłyszaną strategię: tyle razy mówić sobie dobrze o sobie, aż się w to uwierzy. Podziałało!

 No. A teraz od słów do czynów. Chwalę się ubraniem. Sukienką wyszydełkowaną. Pomysł na fason i ażurowy wzorek - własny czerep (lubię improwizować). Wyrób - własne ręce.  









poniedziałek, 23 lipca 2012

Sól i turkus

 Kolor, do którego mnie przyciąga tego lata, to turkus. Nie ustaliłam tego ze sobą, tak wychodzi. W sh znalazłam portki (9zł), które są dowodem (lub powodem). 50% bawełna, 50% len - układ idealny. I żeby nie było, że lecę na metki - że to Marks&Spencer, odkryłam po miesiącu posiadania! Stara tunika, prawie nie chodzona (bo do niczego nie pasowała), wreszcie ma towarzystwo.
 Sól bocheńską przywiózł mi mąż. Z Bochni, w której przebywał kilkanaście dni na tzw delegacji (ciężkich robotach, de facto).  

  Ja też robię prezenty mężowi, np poniższą koszulę (100% bawełna) kupiłam na wyprzedaży w Pepco.
 Wasi mężowie/narzeczeni/konkubenci też tak mają? Że na każdą sugestię "może kupiłbyś sobie spodnie/koszulę/cokolwiek", mówią, że niczego nie potrzebują i wszystko mają? Choćby garderoba w strzępach?
 Z drugiej strony facet, który nadmiernie się picuje i podnieca na widok ciuszków, jest jeszcze bardziej - wg mnie - nie do przyjęcia!  

sobota, 21 lipca 2012

Stop!

- Pani przypomina te modelki...
- Niech mnie pan nie rozśmiesza :D
- Chodzenie pani ma takie podobne!
Tak mi powiedział Sąsiad z parteru. Ale on ma ze 100 lat, to i widzi, co chce.

 Miałam kiedyś kumpelę, którą brzydziły jej własne stopy, zwłaszcza palce. Ponoć to częste. Mnie, dziecięciem będąc, zawstydzały uszy. Moje i każdego. Uważałam je za ohydne, niepotrzebnie wstające z głowy gumiane czułki :D
 A poza tym odwiedził mnie Leń. Nic mi się nie chce. Chodzić też nie. Najchętniej wylegiwałabym się ze STOPkami w górze.

 Stopki kupiłam w osiedlowym sklepie kosmetycznym. Uważam, że są cudne!!!





czwartek, 19 lipca 2012

Nie do pary

 Moje dziecko ubierając się, a konkretnie szukając skarpetek:
- Maamaaa??? A mogą być dwie różneeee????
- Oczywiście!
Bo co będę dziecko ograniczać i krępować przesadnie zasadami. I tak jest wystarczająco skrępowany.


 M. od urodzenia ma AZS. Atopowe zapalenie skóry. Najczęściej oprócz "kocham Cię" i "bądź grzeczny" słyszy ode mnie: NIE DRAP SIĘ! Jego skóra często wygląda bardzo źle. Kto wie, czym jest atopia, nie musi pytać dlaczego. Kto nie wie, niech się cieszy. Walczymy z tym dziadostwem  prawie 9 lat i póki co, jest ciągle 1:0 dla dziadostwa. Leki, maści, testy, dieta, zastrzyki. Od miesiąca odczulanie w gabinecie medycyny niekonwencjonalnej, bezinwazyjne.
 To jednak tylko jedna strona medalu. Trudna, żmudna, kosztowna. Druga jest mimo to jeszcze bardziej ciężka.... Moje dziecko od zawsze zwraca swoją atopią uwagę otoczenia. "Miłe" panie biadolące z udawanym współczuciem (z trudem, albo wcale, kryjące obrzydzenie) "Aaaa co jeeeemu się staaaałooo?????" Ludzie przyglądający się nachalnie jego rękom i nogom... Najgorsze zaczęło się w przedszkolu. Im dzieci były starsze, tym było niefajniej. Nikt z nim nie chciał chodzić w parze, trzymać za rękę, bawić się też nie wszyscy mieli chęć. Panie przedszkolanki, które nie bardzo radziły sobie z  sytuacją (twierdziły, że nie ma problemu, że w grupie są ZASADY). Gdy poszedł do szkoły, nikt nie chciał z nim siedzieć w ławce, zaczęło się wyzywanie, naśmiewanie, ostracyzm towarzyski... Starsze dzieci wołały za nim "Zombi" albo "Indianin". Koledzy z klasy eliminowali z wspólnych zabaw, pozwalali sobie na niewybredne komentarze i złośliwości. Nie raz chodziłam do szkoły, brałam na stronę delikwentów, zgłaszałam wychowawczyni, szłam na solo z rodzicami, a nawet zabierałam głos na forum, apelując, aby dorośli wytłumaczyli swoim dzieciom pewne kwestie związane z tolerancją, kulturą i zachowaniem.
 Moje dziecko najpierw chciało, by zmienić mu szkołę i klasę - co jest awykonalne. Potem zaczęły się hasła typu: nie wytrzymam, zabiję się... W takiej sytuacji nie ma na co czekać...
 Oczywiście z premedytacją uogólniam. Żeby podbić temat. Wśród masy PRZECIW zawsze znajdzie się ktoś ZA, niemniej nigdy nie jest to na 100%.  
 Mimo wszystko jest dzielny. Ma pełną świadomość. Pracujemy nad tym, by jego poczucie własnej wartości było duże i nie czuł się gorszy. Na pozór jest wygadany, odważny, niepokorny. Ale mowa ciała go zdradza. Wśród rówieśników ma postawę zamkniętą. Na szczęście śmiało pokonuje wewnętrzne opory w stosunku do zewnętrznego świata. Jest bystry, inteligentny, charakterny. Szybko i chętnie się uczy. Będzie zahartowany. Mówię mu, że nie musi się nikomu tłumaczyć ze swego wyglądu. Że problem nie tkwi w nim...

sobota, 14 lipca 2012

Włoski

 Węgierski, rumuński, holenderski... Przymierzałam się do tego kroku już jakiś czas temu. Ale odpuściłam. Teraz temat powrócił. Jak pomyślałam, tak zrobiłam, nie dając sobie czasu na wątpliwości. Kilka lat temu już to testowałam i byłam bardzo zadowolona. Dlaczego by więc nie powtórzyć? (podobno Polak najlepiej lubi to, co już zna.) Zwłaszcza, że ochoty na inne koncepcje brak. Czyli, że OBCIĘŁAM GRZYWKĘ!
   

środa, 11 lipca 2012

Puściłam farbę

 Znoooooowuuuu.... I zmieniłam oblicze sukienki. Tej sukienki:  klik!
Rozmowa drugiego planu z fot.2. Fragment wypowiedzi jednej z pań: "Mówiłam k..., że nie chce k... żadnych zdjęć! Poj...ło cię!? Potem mnie k... będą w internecie oglądać!" Morał? Myjcie się dziewczyny, nie znacie dnia, ani godziny :P :D

niedziela, 8 lipca 2012

Szare mydło

 Czyli post kosmetyczny na szaro robiony. Spódnicę ufarbowałam. Jak zawsze, za cokolwiek bym się nie brała, efekt nie jest w 100% taki, jak zamierzyłam. Jest o wiele ciekawszy :D

piątek, 6 lipca 2012

Na Rusi

 Scenka "nakręcona" u pewnej szalonej rodzinki. Występują: matka, 9-letni syn, psunia. Matka zostaje brutalnie przyłapana przez syna na "rozmowie" ze zwierzem. Syn: "Mama! Szczekasz, jak zawodowy pies!"
 Druga scenka. Miejsce akcji: klatka schodowa. Udział biorą: matka (ta, co poprzednio), sąsiadka (zawsze życzliwa). Porada sąsiadki: "Musi się pani opalić".  Musi, to na Rusi. W Polsce jak kto chce :D

niedziela, 1 lipca 2012

Łazarze i Łazanki


  Szybka i krótka wycieczka do miejscowości, której mieszkańcy tak powinni się nazywać - do takiego wniosku doszliśmy "podróżując" :D Ciekawe, czy ktoś odgadnie nazwę! Próbowaliśmy odnaleźć ukryte głęboko w chaszczach ruiny dworków, znajdujących się na terenie gminy. Udało się. Do jednego dotarliśmy ulicą o nazwie Nowe Życie. Samo miasteczko zostało mi, jako miłośniczce dziur zabitych dechami, polecone w komentarzu, pod jednym z postów.

 Wycieczkowałam się w dziurawej spódnicy, wydziurawionej osobiście szydełkiem z "oddychającej" bawełny.